Madonna z obrazu

Jak to jest, że piękne, mądre, świadome kobiety wybierają na swoich partnerów łajdaków? Wikłają się w związki bez przyszłości i godzą się na upokarzanie, oszukiwanie, zdrady, a nawet przemoc? Dlaczego ta siła, która pozwala im być aktywistkami, tworzyć rzeczy wielkie i wspaniałe, zmieniać świat (choćby na gruncie własnego M2 i własnej rodziny), uniemożliwia odpowiedzialność za siebie i jakość własnego życia. Skąd to poczucie, że sobie nie poradzimy? Skąd model wychowania, który stawia nas w roli ofiary w stosunku do mężczyzn i ta kołtuneria, że własne brudy najlepiej prać we własnym domu? Związek to przede wszystkim partnerstwo i sztuka kompromisu, ale także szacunek, poczucie własnej wartości i godności. Nie zgadzam się na żadną formę przemocy! Mężczyzna może używać w nim siły, pod jednym warunkiem, że jest to siła jego miłości.

Kobiety, kobietki, dziewczyny – dbajcie o siebie. Bądźcie odważne. Jesteście cudem – mówię Wam to ja po prostu Kobieta 🙂 a do kawy przeczytajcie moje opowiadanie inspirowane prawdziwym życiem 😉

Madonna z obrazu

Dziecko płakało w łóżeczku. Nad nim stała Wiola, z przestrachem trzepiocząc doczepionymi rzęsami i manipulowała coś przy karuzeli, która kręciła się wolno, a na niej podrygiwały takie śmieszne małpki. Dla Wioli karuzela kręciła się zdecydowanie za wolno. Popychała nią i trzęsła, ale dla różowego malca były to zabiegi bezskuteczne i nierobiące żadnego wrażenia. Proporcjonalnie ze zdenerwowaniem Wioli rósł też płacz dziecka, które – w momencie, gdy wbiegła Aśka – ryczało już wniebogłosy.

– W końcu jesteś! – wykrzyknęła Wiola, ustępując miejsca Aśce. Ta wzięła dziecko na ręce, a ono uspokoiło się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Pokołysała nim, szepcząc do niego matczyne zaklęcia:

– Miłku, Miłeczku kochany, ciocia była niegrzeczna? Dała Miłkowi płakać? Niedobra! Zaraz mama da jeść! I wyciągnęła nabrzmiałą pierś, na której utkana była z fioletowych żyłek droga mleczna i wetknęła malcowi do ust. Chłopiec ssał łapczywie. A Wiola wpatrywała się w ten obrazek z nieukrywaną ciekawością, jakby patrzyła na obraz Rafaela z Madonną. Nie żeby od razu sama poczuła instynkt macierzyński czy coś… Raczej ta chwila uświęcona dla niej była, jak w kościele. Z dziwną tkliwością spojrzała na przyjaciółkę, która w tej chwili właśnie rozsiadła się w fotelu i z czułością patrzyła na, jedzące przez sen, dziecko. Wiola przesunęła rozrzucone zabawki, robiąc sobie miejsce na drugim fotelu i usiadła naprzeciw Aśki, patrząc na nią badawczo i krzywiąc swoje idealnie wyregulowane brwi:

– Wybaczyłaś mu?

Madonna z obrazu ledwo dostrzegalnie pokiwała głową, a Wiola stanowczo ciągnęła dalej:

– No jak mogłaś? I tak szybko jeszcze! Tydzień nie minął. Aśka! Przecież to drań!

– Włodek nas kocha… a z tamtą to już koniec… – jednym tchem wyrecytowała Aśka, jednak bez wiary w prawdziwość własnych słów…

Od początku wspólnego bycia Aśka miewała kłopoty z Włodkiem. Można by uznać, że sam Włodek to był chodzący kłopot. Taki Piotruś Pan, którego odbierała z komisariatu, prowadziła na pogotowie, gdy po pijaku złamał nogę i przyjmowała w ramiona po kolejnym „skoku w bok”. Wierzyła, że się zmieni, spojrzy na Miłka i ostatnie odłamki lodu w jego sercu stopią się, a w ich wspólnym mieszkaniu zamieszka w końcu spokój i szczęście na przekór obskurnym starym, łódzkim kamienicom…

Otrząsnęła się z zamyślenia i by zniwelować zażenowanie tematem rozmowy, szybko dodała:

– A „zerówkę” z francuskiego zaliczyłam koncertowo! Na piątkę! – z zadowoleniem cmoknęła w różowe rączki Miłosza.

Wiola patrzyła na Aśkę z niedowierzaniem, łykała powietrze jak ryba pozbawiona wody. Sama wyglądała jak z francuskiego „Vogue’a” i nijak nie pasowała do brzydkiego wnętrza, które wynajmował Włodek, chłopak Aśki, ojciec ich dziecka, a ostatnio także… złamany dupek. Wiola dawno miała wobec niego przeczucie, a kiedy na pewnej imprezie – niby niechcący – złapał ją znacząco za nadgarstek i  spojrzał głęboko w oczy, niemal pewność, że to nieodpowiedni facet dla jej przyjaciółki. Próbowała jej tłumaczyć, że dzielą ją z Włodkiem lata świetlne we wszystkich istotnych kwestiach: wykształcenia, zainteresowań, stylu życia itd. Boże, co to był za śliski typ! Ciągły poszukiwacz pracy brylował za pieniądze Aśki we wszystkich możliwych łódzkich spelunach. Zadawał się z szemranym towarzystwem i często służył ramieniem podchmielonym panienkom. No po prostu miejscowy Casanova.

Aśka nie słuchała, dziewczyna z porządnego domu godziła się na ciągłe upokarzania, zdrady… Była zakochana, czy to wstyd? I do tego jeszcze dziecko… Aśka świata poza nim nie widziała. Godziła studia i nieplanowane macierzyństwo, a do tego jeszcze nie dojadała. Wisiały na niej wszystkie ubrania. Wiola z troską patrzyła na wychudzone ciało przyjaciółki.

– Jadłaś coś? – zapytała i nie czekając odpowiedzi, wyciągnęła ze swojej torebki pięć dych. Położyła na stoliku.

– Oddasz, jak będziesz miała.

I tyle jej było. Wróciła do swojej przytulnej kawalerki, na strzeżonym osiedlu. Przygotowała sobie latte i zaczęła robić projekt na dzieciologię na swoim pięknym i nowiutkim MacBooku! Przed świętami to miało być ostatnie zaliczenie przed zimową sesją. Ale nie szło jej zupełnie, co chwila wracała myślami do starej kamienicy, w której dziś pilnowała dziecko swojej przyjaciółki i w której mimo jego krzyku, było tak przeraźliwie pusto i uczuła żal…

Jak to jest z kobietami? Niby mądre, wyzwolone, piękne i dobre… a godzą się na los cierpiętnicy? Czym jest ta niewidzialna nić, która czyni z nich marionetki i sprawia, że są gotowe tyle przejść i tyle znieść? Przez ułamek sekundy przeleciało jej przez myśl, że to głupota… ale przecież Aśka głupia nie była.

*************************************************************************************************************

Włodek nie wrócił tej nocy do domu ani następnej. Jego telefon nie odpowiadał. Aśka dostała od niego SMS-a jak siedziała w pociągu. Była zła jak cholera, ale już po telefonie zmiękła. Jezu… jak on poetycko łgał! A ona biedna jechała do rodzinnego domu na Wigilię… Gdyby nie to, gotowa była zawrócić… prosto w ramiona Włodka.

baby-feet-1527456_1920

Sylwester

Wracała do Łodzi jak na skrzydłach. Jutro Sylwester. Chciała go spędzić z wszystkimi, których – jak jej się wydawało – kochała najbardziej. Nikt jednak nie wyszedł na nią na dworzec. Nic takiego nie było zaplanowane. Mili panowie wyciągnęli jej wózek z pociągu. Niepewnie szła ulicami Łodzi tuż po zmroku. Nie myślała, że księżyc, który świeci nad miastem na jej powitanie, zanurzy się w rynsztoku. Włodka nie było w mieszkaniu. Przywitał ją półmrok i zapach stęchlizny. Jej ukochany przyszedł po godzinie pijany w sztok. Krzyczał, że Aśka włóczy się z dzieckiem po nocach! Że nie powinna była przyjeżdżać! Że to nieodpowiedzialne i niepotrzebne! Chciała mu powiedzieć, że to wszystko dla niego. Nie zdążyła. Usnął. Usnął snem kamiennym… z telefonem zawieszonym na szyi… Dziwne. Aśka nie mogła spać. Z przetrąconym skrzydłem kręciła się, a myśli kołatały jej w głowie. Coś jej się tu nie zgadzało, coś było nie tak jak poprzednio… A może było, ale dotąd tego nie zauważyła? Delikatnie ściągnęła telefon z szyi Włodka. Wpisała kod w telefon – cztery zera. Wszyscy idioci wpisują taki kod, pomyślała. I… Bingo! W telefonie Włodka – idioty wyświetliło się wszystko jak na dłoni. Niejaka Bonita prosiła swojego Misiaczka o kontakt. Wspominała ekstra seks na sztucznej skórze położonej przed kominkiem! Aśka mimo woli spojrzała w kierunku dywanika imitującego baranka, tego samego, którego taszczyła na Miłkowym wózku z łódzkiej Ikei. Skuliła się na brzegu łóżka jeszcze bardziej. Dusza bolała ją niczym rozdarta rana posypywana solą. Do świtu nie zmrużyła już oczu.

Gdy Włodek się obudził, nie tłumaczył się, nie kajał… Kazał się jej ubrać i wracać do rodzinnego domu. Aśka zalała swoje błękity łzami, ale bez słowa nakarmiła Miłosza. Pozbierała rzeczy… Włodek odprowadził ją do pociągu. Nim ten ruszył, krzyknął: „Kiedyś jeszcze będziemy razem! Zobaczysz! Kiedyś, ale jeszcze nie teraz!” Teatralnie przyłożył dłoń do szyby i z jej drugiej strony Aśka zrobiła tak samo. Po chwili ostentacyjnie odwrócił się, być może dlatego, że Aśce łzy teraz leciały jak z fontanny i szybkim krokiem kierował się do wyjścia. Pociąg ruszył. Dziewczyna z dłonią przyklejoną do szyby stała nieruchomo jeszcze długi czas.

Miłosz spał, gdy Aśka szeptała nad nim: „tatuś nas już nie kocha”, „tatuś ma inną panią”, „teraz to już zawsze będziemy sami”. I płakała tak przez 254 km. Nie skończyła nawet, gdy przyjechał po nią ojciec na dworzec i gdy wszystko tłumaczyła mamie. Długo nie mogła się uspokoić. Potem patrzyła na swoje odbicie w lustrze i mówiła do siebie: „zobacz, jaka jesteś brzydka, że ciebie nie chciał”!

*************************************************************************************************************

Miłosz był już wykąpany i nakarmiony, gdy Rysiek wpadł do pokoju.

– Asiunia, no co tam? – zapytał. A patrząc na obraz nędzy i rozpaczy, jaki reprezentowała jego siostra, dodał szybko:

– Asiunia, ubieraj się, prędko. Idziesz z nami na Sylwestra. Zakładaj najlepszą kieckę w tej chwili. Mama zajmie się Miłoszem, a my śmigamy! No już! Czekam na korytarzu!

Nie zdążyła nawet zaprotestować, nie zdążyła właściwie nic powiedzieć. Łkając jeszcze cichutko, zakładała sukienkę – tę jeszcze ze swojej studniówki. Zrobiła mocny makijaż, by zatuszować opuchliznę.

*************************************************************************************************************

Trudno powiedzieć, aby się dobrze bawiła, ale przynajmniej nie płakała. Gdy zabiła północ, wiedziała, że coś się zakończyło… Skończyło bezpowrotnie. Uleciało jak te kolorowe fajerwerki nad jej głową. Była jednak już przekonana, że z nowym rokiem nadchodzi nowy etap w życiu i że to właściwie najlepsza rzecz, jaka mogła jej się przydarzyć!

sparklers-1563695_1920

2 thoughts on “Madonna z obrazu

  1. Każda kobieta przeżywa w życiu coś strasznego i upokarzającego… Oczywiste jest, że rozczarowanie i łzy, które pojawiają się w efekcie zdarzenia, przysłaniają całe piękno świata… Człowiek myśli, że nic dobrego już nigdy się nie zdarzy, bo to co najlepsze właśnie się skończyło. Na szczęście wcale tak nie jest, po każdej burzy pojawia się słońce ^^

    1. Ja też w to wierzę! Wierzę w to słońce po burzy, światełko w tunelu i co tam tylko chcesz 🙂 Po każdym zakończonym etapie życia otwiera się następny… Czasami trzeba dać mu tylko szansę, poczekać trochę, wyjść mu naprzeciw…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *