Przeklinać czy nie przeklinać?

Kiedyś dawno, nawet bardzo dawno temu, jechałam pociągiem 🙂 Było to jeszcze w erze tradycyjnych pociągów, kiedy nikt nawet nie śnił o szynobusach! Wcale nie była to długa podróż, bo piętnastominutowa, ale jaka… Weszłam do przedziału, zajętego przez dwóch młodych wojaków, co to właśnie na przepustkę jechali, a konkretnie – na potańcówkę, na której miało się dziać – oj miało! I tyle… przez piętnaście minut konwersacji tych młodych żołnierzy – tego kwiatu polskiego patriotyzmu, dowiedziałam się tylko tyle: chłopaki jechali na mocno zakrapianą dyskotekę. Tak, przez piętnaście minut tylko tyle. Taki był sens ich dyskusji. A wcale jej podsłuchiwać nie chciałam. No cóż… jeśli się nasze polskie, soczyste, triumfalnie brzmiące „przecinki” używa z takim rozmachem, z takim nagromadzeniem, to siłą rzeczy nie tylko ja tych dzielnych wojaków słyszałam, ale i przedziały w obrębie kilkunastu metrów w przód i w tył (i to mimo zamkniętych drzwi). Z wielką pobłażliwością patrzyłam na chłopaków, którzy bynajmniej się nawet nie opanowali w towarzystwie kobiety… Nic to… Ale mnie jednak natchnęli, skłonili do refleksji nad naszą słowiańską naturą tak żądną ekspresji słownej. No właśnie. Jak myślisz? Przeklinać czy nie przeklinać? Językoznawcy w tej kwestii dzielą się w sumie na dwa obozy: liberalny i konserwatywny. Bliższy mi jest ten pierwszy. Pamiętam taki wywiad z Miodkiem, w którym obrazowo ilustrował swoje zdanie przykładem wypadku samochodowego. Dowodził, że gdy ktoś jedzie samochodem i buch… uderza w inne auto… No nie powie wówczas „motyla noga” czy „na krowie kopytko”. Na usta ciśnie się mu nasza polska k@%$#a Profesor mnie przekonał. Jasne jest, że wulgaryzmy nie powinny podtrzymywać rozmowy (w tym przypadku bez dwóch zdań – jeśli mowa jest srebrem, to milczenie ewidentnie złotem!), ale określać emocje, wskazywać na ich temperaturę. Niwelują napięcie psychiczne, rozładowują nagromadzone w nas niedobre uczucia. Uważam, że są takie momenty w życiu, gdy nawet trzeba siarczyście przekląć. Spuścić z siebie powietrze. Intymnie nakrzyczeć na rybkę (po rybce to spłynie :)), uderzyć pięścią w ścianę. Tak dla zdrowia, żeby zawału przedwcześnie nie dostać. Do tego jeszcze to unikatowe brzmienie naszych przekleństw – ta dźwięczność nagromadzonej drżącej głoski rrrrrrrrrrrrrr. Nie bez powodu w mig łapią ich fonetykę obcokrajowcy i tak pięknie intonują je małe dzieci. Swoją drogą pamiętam, jak po pierwszym dniu odebrałam moje, wówczas trzyletnie, dziecko z przedszkola, które przywitało mnie słowem „kuwa”… Dostawałam rumieńców, gdy swobodnie sobie z nim (tym słowem) poczynało, traktując je jako przyrostek i za słodycze nobliwym ciotkom odpowiadało „dziękuwaś”.  Bez nerwów. Trwało to trochę, przebrzmiało i minęło…

Tak, uważam, że są uzasadnione przypadki, gdy można przeklinać, pod warunkiem, że wulgaryzmy nie są stosowane publicznie i jak przecinek. Niech nam dodają pewności, a nie wskazują na ubogi słownik. Boli mnie piękna dziewczyna z nieuzasadnioną k@&*%$ą na ustach, tak samo jak palący mężczyzna na przystanku. Wiem, że nie będzie lepiej, że wulgaryzacja dotyka już niemalże wszystkie dziedziny życia. Czasami przerażona jestem, patrząc na poziom debaty publicznej i myślę sobie, że to niechlubny znak naszych czasów (dobry temat na nowy post!).

W każdym razie proszę Ciebie, abyś pamiętała, że nie tylko piękny makijaż, starannie dobrany strój „robią” Twój wizerunek. Jesteś też tym, co mówisz! Bądźmy piękne, mądre, świadome i kulturalne. Dbajmy o język. Ja – po prostu Kobieta – obiecuję, że się postaram!

A do postu – zdrowa bomba kaloryczna ze zdjęcia 🙂

Ciasteczka z mąki z orzeszków arachidowych

Mąkę z orzeszków arachidowych kupiłam w Netto. Z tyłu opakowania był przepis, który zmodyfikowałam według moich upodobań.

Składniki:

300 g mąki z orzechów arachidowych

300 g cukru trzcinowego

2 łyżki miodu

3 białka

Bakalie

Sposób przygotowania:

białka ubijamy na sztywną pianę. Dodajemy cukier (trochę zostawiamy do obtoczenia ciasteczek), miód i na końcu bakalie (ja dodałam żurawinę, posiekane suszone śliwki, wiórki kokosowe). Ciasto wstawiamy do lodówki, aż się schłodzi. Ze schłodzonego ciasta formujemy okrągłe ciasteczka, obtaczamy je w cukrze i układamy na blasze. Pieczemy 12-15 minut we wcześniej nagrzanym piekarniku do 180 ˚C. Ciasteczka są bardzo słodkie, najbardziej smakują mi na drugie śniadanie z gorzką, czarną kawą bądź zieloną herbatą. Naprawdę polecam. Smacznego 🙂

 

2 thoughts on “Przeklinać czy nie przeklinać?

  1. Polskie wulgaryzmy są znane na całym świecie, nie spotkałam się z krajem, w którym nie usłyszałabym k@%$#a z obcym akcentem. Mi również zdarza się powiedzieć coś, co z moich ust paść nie powinno.. Jednak nie ukrywam, że artykuł mobilizuje mnie do zdrowszego rozładowywania emocji 🙂

    Pozdrawiam i czekam na więcej artykułów o kobiecości:)

    1. Zawsze zastanawiałam się nad fenomenem brzmienia polskich wulgaryzmów i ich ładunkiem emocjonalnym. Jednak nadużywanie tej formy przekazu myśli mnie denerwuje, a w debacie publicznej – przeraża. Powinniśmy pamiętać, że jesteśmy tym, co mówimy. Dziękuję za komentarz i zapraszam do śledzenia bloga 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *